OWOCE I SŁODYCZE

Ostatnie danie składało się z owoców i słodyczy od konfitur, ciasteczek, pierniczków, do tortów i rozmaitych ciast nową meto­dą wydelikaconych. Słodycze zajmowały środek stołu na całej jego długości. Za­miast dawnych piramid cukierniczych wielką sztuką wyrabia­nych, z niemniejszą sztuką obecni cukiernicy budowali słodkie ulice, ogrody, parki, pośród których ustawiano prześliczne, sto­sowne figurki z saskiej porcelany. Na wety goście rujnowali te słodkie arcydzieła, zjadając to wszystko, co z ich budulca było przeznaczone do spożycia. Zapewne w tym rodzaju było urządzo­ne nakrycie przechowywane w Soplicowie przez Wojskiego i opisane tak pięknie w Panu Tadeuszu.

DANIA OBIADOWE

Pierwsze danie obiadowe stanowiły lżejsze potrawy: wędliny, jarzyny, ciasta francuskie faszerowane mięsem i jarzynami, zwa­ne „ragu” i „frykasse”. Na drugie danie szło pieczyste, którego ukoronowanie stanowiły wyżej opisane piramidy. Do pieczenia i smażenia, a także sporządzania wykwintnych ciast używano obecnie świeżego masła, zamiast jak dawniej starego, nawet po­zieleniałego — jako wyraźniej „dającego się czuć”. Wykwintne ciasta robione na francuski sposób wydelikacały smak i uczyły rozkoszowania się dobrze przyrządzonym jedzeniem.  „Staroświe­ckim pączkiem trafiwszy w oko, mógłbym go był podsinić, dziś pączek jest tak pulchny, tak lekki, że ścisnąwszy go w ręku, znowu się rozciąga i pęcznieje jak gąbka do swojej objętości, a wiatr zdmuchnąłby go z półmiska” — opowiada pamiętnikarz.

PIECZYSTE NA STOLE

Zamiast dawnych, słodkich „piramid” stanowiących ozdobę .stołu, obecnie „piramidami” poczęto nazywać pieczyste. Do stołu przynoszono dwie lub trzy ogromne misy, wnoszone przez dwu hajduków, bo jeden człowiek nie podołałby podźwignięciu takiego sciężaru. Na misach wznosiły się rzeczywiście piramidy mięsne: „na spodzie miały dwie pieczenie wielkie wołowe, na nich poło­żona była ćwiartka jedna i druga cielęciny, dalej baranina, potem indyki, gęsi, kapłony, kurczęta, kuropatwy, bekasy, im wyżej, tym coraz mniejsze ptastwo. Z tych piramid jako też i mis i pół­misków — goście sprawniejsi do krajania, za prośbą gospodarza brali przed siebie owe pieczyste, rozbierali, częstowali w kolej siedzących u stołu i nie przepominając zostawić dla siebie najlep­szej sztuczki po obczęstowaniu wszystkich, sami jedli.”

PODAWANIE WYKAŁACZEK

Skarbnica wiadomości o XVIII-wiecznym obyczaju, ksiądz Jędrzej Kitowicz konkluduje: „Z jednej szklanki pili za koleją lub z jednego puchara, nie brzydząc się kroplami napoju, które z wąsów jednego spadały w puchar poda­wany drugiemu (…). Jak zaś nastały kielichy szklanne i kieliszki, a stała zarazem i obrzydliwość cudzej gęby.” Jeśli nawet przy- hodziło do spełniania kolejnego toastu, po każdym z ucztujących żba puchar przepłukiwała i przecierała.W tych także czasach poczęto używać i podawać do stołu „,kałaczki, układając po kilka przy każdym nakryciu. Robiono je z bukszpanowych, zaostrzonych drewienek, a zakupywano je po 16 groszy za kopę. Nazywano je „iglicami”.

ODMIENIONY SPOSÓB PICIA

Obecnie służba podawała i odmieniała przez serwetę porcelanowe talerze. Oczy­wiście tylko dostojnym gościom, bo przed gośćmi pomniejszymi po dawnemu kładziono jeden cynowy talerz. Novum stanowiły spirytusowe podgrzewacze do półmisków i serwowanie zagrzanych talerzy. Ku wygodzie biesiadników, na stołach umieszczano „serwisy”. Były to srebrne, wykonane arty­stycznie, wysokie na łokieć rusztowania, na których mieściły się w przemyślnych naczyńkach i pojemnikach przyprawy do po­traw: sól, pieprz, musztardy itd. W wieńczącym szczyt „serwisu” koszyku złociły się cytryny, niezbędne przy spożywaniu na przy­kład „ostrzygów”. Z wolna odmieniał się sposób picia.Kielichy i kieliszki rozsta­wiano przed każdym nakryciem; zanikała moda krążących wzdłuż stołu kielichów i pucharów.

W DOBIE SASKIEJ

Zdarzenie to pięknie w rysunku uwiecznił wielki polski malarz rodzajowy Aleksander Orłowski. W dobie saskiej poczęły się odmieniać nakrycia stołowe. Dawne pozłaciste i srebrne talerze zaczęto zastępować „farfuro- wymi”, to znaczy fajansowymi, lub w zasobniejszych domach porcelanowymi. Wchodziło to w modę po sławnym odkryciu kró­lewskiego złotnika Bóttgera, który zamiast fabrykacji złota z zie­mi, wykrył w Saksonii glinkę porcelanową. Dało to początek sławnym na całym świecie do dziś manufakturom miśnieńskim. Dawniejszymi czasy trafiała się porcelana z dalekich Chin spro­wadzana (w Polsce nazywana również „farfurami”) lub z Włoch, od XVI wieku znających tajemnicę wypalania.